środa, 11 września 2013

To był chleb?!

Po kilku godzinach spędzonych w kuchni z ulgą zasiadam do kolacji. W garnku pichcą się węgierki, w piekarniku - chleb cynamonowy upieczony z podwójnej porcji składników. Nagle zza drzwi wygląda głowa Brata: 
- Te powidła można jeść? 
- Nie, - tlumaczę - będą gotowe dopiero jutro. Poza tym to są przetwory NA ZIMĘ. Zresztą zjedliście już pół chleba. 
Na co Tata podnosi głowę znad gazety: 
- To był CHLEB?! 

Takie oto są (wątpliwe) uroki posiadania licznej i bardzo zżartej rodziny... 

5 komentarzy:

  1. Ale to naprawdę lepiej, niż rodzina skwapliwych niejadków :P

    (ja mam familię żarłoczną też)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po krótkim namyśle muszę się zgodzić, niejadki mogłyby być bardziej frustrujące. Co nie zmienia faktu, że z żarłokami dookoła też nie jest łatwo, w kuchni panuje prawo dżungli ;)

      Usuń
  2. przynajmniej jesteś pewna, że smakowało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tak, czasem aż bym chciała, żeby smakowało im trochę mniej, wolniej by znikało...

      Usuń
  3. Witaj, zapraszam do siebie na imperium książek i historii, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń