Wolne dni, jak zawsze, płyną zdecydowanie za szybko. Wieczory mijają w mgnieniu oka, leniwe poranki niezauważalnie przechodzą w popołudnia. No i pogoda jakoś mniej wakacyjna się zrobiła. W sam raz na siedzenie w poznańskim Pawilonie Nowej Gazowni i poznawanie tajników sound designu w filmie animowanym w ramach festiwalu Animator. Zbudowaliśmy mikrofony kontaktowe, obejrzeliśmy kilka klipów o tzw. foley artists, zapoznaliśmy się z filmem, który mamy na nowo udźwiękawiać. To niesamowite, jakie dźwięki uzyskać można za pomocą przedmiotów codziennego użytku, dobrego nagłośnienia i programu komputerowego z rozmaitymi efektami. Kubki plastikowe, nasionia siemienia lnianego, balonik, nawet opakowanie płatków kukurydzianych - przy odrobinie inwencji wszystko to może się okazać źródłem sample'a godnego filmu animowanego. Co ciekawe, po kilku godzinach takich eksperymentów słuch wyostrza się i dostrzega artystyczny potencjał wszelkich odgłosów otaczającej nas rzeczywistości. Słuch, wzrok, smak, węch, dotyk..... Wiem, że to banalnie oczywiste, ale fajnie mieć zmysły.
A poniżej moje najnowsze odkrycie muzyczne i najsłodszy teledysk roku: Edward Sharpe & the Magnetic Zeros w piosence That's What's Up!



