sobota, 7 kwietnia 2012

W przeddzień

W PRZEDDZIEŃ SWEGO ZMARTWYCHWSTANIA 

W przeddzień swego zmartwychwstania, w przeddzień żywota 
Bóg, leżąc w mogile, żmudne liczy chwile,
A przykuła go do ziemi ciała ciężkota. 
Śmierć mu w oczy wieje, a on samotnieje. 
I śni mi się na wprost lica
Betlejemska błyskawica
I żłób i siano. 


I śni mu się brzeg jeziora ozieleniały, 
A smuga od łodzi po jeziorze chodzi, 
I śnią mu się owe gaje, co tak szumiały, 
Choć gajom boleśnie być marami we śnie! 
A to wzgórze, to oliwne, 
We wspomnieniach takie dziwne, 
Takie dalekie! 


I śnią mu się nasze twarze, niby niczyje, 
Ręce nasze krwawe i lewe i prawe- 
I to życie, co po śmierci nie wie, gdzie żyje, 
Jeno szuka siebie po własnym pogrzebie. 
Mówmy wobec jego zgonu
To, co mówi dzwon do dzwonu
Późnym wieczorem. 


Nie zakłóćmy snu bożego, bożej niemoty! 
Któż Boga obudzi pierwszy spośród ludzi? 
Kto rozepnie w jego cieniu swoje namioty? 
Cień się jego szerzy w bezbrzeż po bezbrzeży, 
A my stójmy zwartym kołem
I śnijmy się Bogu społem, 
Póki czas jeszcze. 


Bolesław Leśmian 


Do posłuchania: fragment Nieszporów Sergiusza Rachmaninowa: 



Chwili refleksji w zabieganym świecie, pysznych jajek od szczęśliwych kur oraz pełnej słońca Niedzieli Wielkanocnej życzę ja oraz baranek Czesław 
z rodziną: 
(od lewej: Cezary, Celestyna, Cyprian, Czesław) 



piątek, 30 marca 2012

Homo librum #5

Po pierwsze, przepraszam za długą nieobecność spowodowaną nadmiarem zajęć oraz ograniczonym dostępem do internetu. A w międzyczasie nadeszła wiosna, święcąc promieniami słońca w nasze pokoje i tym samym ujawniając wszystkie zacieki na oknie. 




Mimo wielu obowiązków udało mi się, głównie w autobusie, przeczytać kilka pozycji. Dzisiaj obiecana druga powieść Wiktora Hagena: Granatowa Krew. A właściwie pierwsza w kolejności, to ja z powodu zbiegu okoliczności sięgnęłam początkowo po drugą część. Gdyby jednak ktoś miał wybór, polecam zacząć chronologicznie. Niby niewielka różnica, ale w Granatowej Krwi znajdziemy więcej informacji dotyczących Nemhausera, jego rodziny i znajomych. Nawet w kryminałach, gdzie najważniejsza zdaje się być akcja, dopracowany pod względem bohater wnosi wiele dobrego. Zresztą Hagen nie skupia się jedynie na zabójstwach i tropieniu morderców, zręcznie przeplata fabułę wątkami obyczajowymi. 
Może warto wspomnieć, kim w ogóle jest Hagen? Pół- Francuz, pół- Polak, urodzony na początku lat 70. (podobnie jak Robert Nemhauser, który- jak podejrzewam- stanowi pewnego rodzaju alter ego autora), mieszkał na przemian w Polsce i Francji. Po ukończeniu Antropologii Kultury na uniwersytecie w Aix- en- Provence pracował w restauracji w Paryżu (stąd zapewne kulinarne zainteresowania komisarza), by następnie spędzić kilka miesięcy w Indiach w celu kręcenia filmów i robienia zdjęć sprzedawanych do pism ilustrowanych. 
Mimo kosmopolitycznych doświadczeń, jego debiutancka powieść dzieje się w Warszawie (podobnie jak Długi Weekend). Liczne odniesienia do codziennego życia w stolicy, swojskie krajobrazy i opisy podupadających kamienic i ich zapuszczonych podwórek- obraz to okropny, ale rozbrajająco szczery i tutejszy. Czytelnik spogląda na niego oczami Nemhausera, historyka z wykształcenia pracującego w policji, który wyraźnie nie przystaje do środowiska stołecznych gliniarzy.
-Daj spokój, Robert- powiedział zmęczonym głosem.- Jak sądzisz, dlaczego cię tu trzymam? Dlatego, że jesteś doskonałym policjantem? […] Nie, nie potrafisz przycisnąć podejrzanego, nudzi cię wypełnianie dokumentacji, irytują cię zwykłe sprawy, w których pijak walnął pijaka, a ten upadł i się zabił, i po prostu je olewasz. Uważasz, że powinieneś zajmować się czym innym. Mylę się?- Zerknął spod oka na Nemhausera. […] – Trzymam cię tu dlatego, że czasem myślisz trochę w poprzek. Możesz to sobie nazywać czuciem. 
Ten fragment chyba najtrafniej oddaje osobowość bohatera Granatowej krwi. Myślenie w poprzek pozwala mu uparcie dążyć do rozwiązania zagadek kryminalnych, na przekór narzucającym się faktom. Szczerze mówiąc nie zawsze umiałam nadążyć za jego tokiem myślenia. W powieściach Agaty Christie czy Arthura Conana Doyle’a czytelnik próbuje sam zmierzyć się z tajemnicą przestępstwa, niezależnie od działań fikcyjnego detektywa. Kryminały Hagena czytałam bardziej dla przyjemności, nie czując przymusu intelektualnego odkrywania przyczyn zabójstw. Chłonęłam rodzinne perypetie z udziałem 4- letnich bliźniaków: Cyryla i Metodego, relacje Nemhausera z żoną, jego znajomymi, z rodzicami. Rozczytywałam się w warszawskiej scenerii, zarówno geograficznej jak i historycznej, przywołującej wydarzenia z czasów PRL-u, na którego tle rozgrywało się dzieciństwo bohatera. Może ktoś inny potraktuje tę powieść tylko jako kryminalną zagadkę, dla mnie jest to interesujący wycinek z życia pełnokrwistej (choć może zbyt idealnej) postaci warszawskiego komisarza Nemhausera.

A teraz idę umyć okna. 

fot.internet

środa, 7 marca 2012

Stosik

Wrzucają inni stosiki, wrzucam i ja! Poniżej kilka książek, które- wyjąwszy pozycje naukowe o przeznaczeniu akademickim- mam zamiar przeczytać w najbliższej przyszłości. Przewaga pozycji Tolkiena, ale nie tylko. Pierwsza recenzja już wkrótce! 

sobota, 3 marca 2012

Międzynarodowy Dzień Pisarzy

Uwielbiam kalendarze, w których z całą dokładnością opisane są dni poświęcone poszczególnym kwestiom; oprócz popularnego Dnia Mamy, Babci, Dziecka czy Kobiet (ten już niedługo!), można się natknąć na ciekawsze propozycje typu Dzień Kota, Dzień Studenta, Dzień Geniusza czy Dzień Sprzątania Biurka. Dzisiaj świętujemy Dzień Pisarzy, a właściwie to pisarze świętują, a my z nimi, bo kim byłby pisarz bez swoich wiernych czytelników? 
Pewnie to właśnie z tej okazji "Duży Format" (dodatek Gazety Wyborczej) zamieścił artykuł pt. "Zaczytani"- rozmowy z ludźmi, którzy bez książki nie wyobrażają sobie dnia. Czytają średnio po 200 książek w roku, rano przy kawie, w drodze do pracy, gotując obiad dla rodziny i podczas wieczornego mycia, nie mówiąc o obowiązkowej godzince czytania przed pójściem spać. Całym sercem popieram czytanie, ale takie poświęcenie dla lektury trochę mnie niepokoi- przecież nadmierne uciekanie w książki, taki literacki "second life", potrafi- podobnie jak uzależnienie od internetu i gier komputerowych- zaburzyć relacje ze światem zewnętrznym. Rzeczywistość znajduje się poza okładką, i chociaż czytanie jest z pewnością bardziej godne i rozwijające niż platformówki i strzelanki, to gdzieś istnieje granica zdrowego rozsądku. Nadchodzi moment, kiedy czas odłożyć książkę i korzystać z uroków życia, których nie da nam nawet najwybitniejsza powieść.
Gdzieś w głowie kiełkuje mi marzenie (jedno z wielu tego typu) o posiadaniu własnej księgarni. Takiego sympatycznego miejsca otoczonego półkami z książkami, gdzie można się spotkać, pogawędzić, wypić dobrą kawę i od czasu do czasu posłuchać koncertu kameralnych zespołów i artystów indie. Ewentualnie lokal w stylu księgarni Meg Ryan z "Masz wiadomość", spotkania z autorami powieści dla dzieci i artystyczno- literackie zajęcia z maluchami (chociaż na tyle, na ile znam dorastające pokolenie przedszkolaków, moja idylliczna wizja milion razy różniłaby się od rzeczywistości). Kto wie, kiedy już wreszcie będę bardzo bogata, to wyjadę sobie na kilka miesięcy na Hawaje, a po powrocie kupię odpowiedni lokal i zrealizuje swoje marzenia. Już teraz zapraszam, pierwszą kawę będziecie mieć za darmo, obiecuję.
Na zakończenie chciałabym jeszcze przytoczyć umieszczone we wspomnianym artykule słowa Tomasza Brzozowskiego, właściciela księgarni "Czuły Barbarzyńca":
W maglu codzienności można zatracić każde: po co? i dlaczego? Wybrałem literaturę, bo ona we mnie uruchamia refleksję. Dialog. Z samym sobą i z otoczeniem. Współczesny człowiek powinien jak najwięcej czytać, żeby mieć możliwość rozważania różnych sytuacji. Bo ciągle są jakieś rozdroża, kiedyś nie było ich tak wiele. Widzę, jak miotają się studenci: z jednego wydziału na drugi, trzeci. Wyjeżdżają, wracają. Ogromne bogactwo możliwości, ale z drugiej strony dziś muszą dużo więcej wiedzieć o sobie.
I kiedy już tak jeździmy z jednego wydziału na drugi, czekając na przystanku lub stojąc w korkach, wyciągnijmy z torby książkę i przeczytajmy choć parę akapitów. Idzie wiosna, niedługo ręce przestaną marznąć przy przewracaniu stron.

fot. Mr Internet

piątek, 2 marca 2012

Oczarowana

Podczas mojego dzisiejszego surfowania po youtube natknęłam się na urokliwą perełkę: 


"The silence beneath the the bark/ le silence sous l'écorce" 
autor: Joanna Lurie

Spokojnego weekendu! 

niedziela, 26 lutego 2012

Luty Leśnych Ludzi

Sezon przedwiośnia uważam za rozpoczęty!
Dzisiaj po raz pierwszy w tym roku wybrałam się na długi spacer, razem z F. przedzieraliśmy się przez krzaki, odkrywaliśmy nowe ścieżki i tropiliśmy zwierzynę. Wysłyszeliśmy też kilka ptaków tego samego gatunku, które komunikowały się ze sobą, ale nie byliśmy w stanie ich wypatrzyć- i nadal nie wiemy, co to było... F. pokazał mi miejsce, gdzie kilka dni temu znalazł poroże sarny. Na jeziorku wśród mokradeł pojawiły się łabędzie- rodzice z brzydkim kaczątkiem, którego upierzenie stanowi obecnie melanż piór białych i burych. Może wkrótce maluch ujrzy swoje odbicie w wodzie i zdziwi się na widok młodego, rosłego łabędzia?
Ogród stopniowo budzi się do życia, krokusy nieśmiało wypuszczają listki w kolorze świeżej zieleni. Ja też powoli ożywam po zimie, dziecko lata stanowczo potrzebuje słońca i temperatur powyżej 0 do poprawnego funkcjonowania!

Bagheera


zdjęcia: F.J. 

piątek, 17 lutego 2012

Homo librum #4: Długi Warszawski Weekend

Pod koniec zeszłego tygodnia, nie zważając na mroźne temperatury i tłum na dworcu, wpakowałam się wraz z wypchanym rogalami świętomarcińskimi plecakiem do interRegio. Szczęściem trafiłam na nowiuśki, ogrzewany wagon, więc podróż minęła szybko i przyjemnie. Ale, zapytacie pewnie, po co mi były rogale? Stanowiły one wielkopolski prezent dla M., która zaprosiła mnie do siebie na weekend.


Stary Rynek



Teatr Wielki
I tak, zamiast leżeć w łóżku z wylęgającym się przeziębieniem, przez kilka dni szlajałam się po Warszawie, brałam udział w grze miejskiej na Mokotowie, zwiedzałam Zamek Królewski i wystawę o ostatnim królu, Stasiu A. Poniatowskim i oglądałam "Bajaderę" w Teatrze Narodowym. Pobyt rozpoczęłam jednak od miejsca, które od momentu jego otwarcia zagościło na mojej prywatnej liście "1001 things to see before I die": Muzeum Chopina. 
Muzeum mieści się w pięknie odnowionym pałacu Ostrogskich, przy ulicy Okólnik, zaledwie kilka kroków od Nowego Świata. Ilość obecnych na wystawie pomocy multimedialnych niektórych może przerazić, młodsze pokolenie raczej się nie przestraszy, co nie znaczy jednak, że będzie poprawnie ich używać. Miałam szczęście natknąć się na wycieczkę szkolną (na oko przełom podstawówki i gimnazjum), której członkowie zabawiali się bezmyślnym stukaniem w ekrany, zamiast skupiać się na treściach monitorów. Dla nich postać Chopina to nadal puste nazwisko z podręcznika do muzyki, ewentualnie idealna nazwa dla wódki lub wody mineralnej. Jeśli ktoś jednak wkracza do muzeum z zamiarem dowiedzenia się czegoś, ma szansę odkryć całą masę informacji i ciekawostek. Minusem dla mnie było dość chaotyczne rozmieszczenie sal, stąd kolejność zwiedzania była raczej przypadkowa i jedynie (nie chwaląc się) dobrej orientacji w terenie zawdzięczam fakt, że nie opuściłam żadnego pomieszczenia. Brakowało też niektórych eksponatów w gablotkach, zresztą stanowiły one tło wobec otaczających je mebli i zabawek multimedialnych.







chętnych zapraszam na stronę muzeum:
http://chopin.museum/pl

Żaden wyjazd nie może obyć się bez książki. Należę zresztą do osób, które twierdzą, że książka jest jak dobry przyjaciel i zawsze warto jest mieć ją pod ręką. Na mój długi warszawski weekend pojechał zatem, a jakże, "Długi weekend"- też warszawski, i też pełen przygód.
Mowa oczywiście o kryminale Wiktora Hagena, który stworzył wielowymiarową postać komisarza, kucharza, męża i ojca- Roberta Nemhausera. Aż chciało by się mieć takiego tatę. Zawsze wysłucha, zrozumie, ugotuje coś dobrego, a do tego można postraszyć w szkole kolegów ojcem policjantem (pamiętacie Rufusa z "Mikołajka"?). Nemhauser budzi zaufanie, dzięki czemu podczas spotkań z osobami bardziej kontrowersyjnymi (nie owijający w bawełnę Mario czy tajemniczy prokurator Rajski) czy też podczas przesłuchań kolejnych podejrzanych czytelnik czuje się bezpiecznie. Wątki kryminalne przedzielane są jednak epizodami w restauracji "Czarny Tadek"- miejscu pracy dorywczej komisarza, czy też rozczulającymi domowymi scenkami z udziałem nemhauserowskich bliźniaków- Cyryla i Metodego. Aż szkoda, że ta dwójka pojawia się na stronach "Długiego weekendu" stosunkowo rzadko!
Zręcznie poprowadzona fabuła, różnorodność postaci oraz zaskakujący finisz- oto przepis na dobry kryminał.
Nie pozostaje nic poza sięgnięciem po pierwszą powieść Hagena- "Granatową Krew".
Napiszę jak skończę.
Stay tuned!