sobota, 16 czerwca 2012

+ S.S.

Wczoraj w wieku zaledwie 92 lat zmarł w Puszczykowie Stefan Stuligrosz: wybitny dyrygent, kompozytor, muzykolog i pedagog. Wychował kilka pokoleń chórzystów, setki ludzi zarażając miłością do muzyki i śpiewu. Silnie związany z Poznaniem, były prorektor i rektor tutejszej Akademii Muzycznej, mojej alma mater. Twórca znanych na całym świecie "Poznańskich Słowików". Odznaczony wieloma nagrodami, w tym tytułu doktora honoris causa Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu (btw mojej drugiej alma mater), Nagrodą miasta Poznania, oraz Wielkim Krzyżem ze Srebrną Gwiazdą Komandorii świętego Sylwestra Papieża (rok 1989). 

Od kilku lat widać były, że siły Druha słabną, ale nadal regularnie pojawiał się na estradzie, żeby robić to, co tak kochał- dyrygować, niosąc zarazem publiczności radość z przeżywanej muzyki. 




czwartek, 14 czerwca 2012

S.B. przeciw nudzie

Nie pamiętam, jak to jest czuć nudę. Kiedy byłam w wieku przedszkolnym, a mój starszy brat rozpoczął już edukację szkolną i miał mniej czasu na zabawę, ja snułam się po domu i nie wiedziałam, co ze sobą począć. Proponowano mi puzzle, kredki i lego, ale samemu wszystkie te rzeczy wydawały się nie przynosić radości. W końcu jednak pogodziłam się z samotnością, ba, nawet polubiłam bycie z samą sobą- a ponoć w inteligentnym towarzystwie człowiek nigdy się nie nudzi. 
Dlatego dziwię się, kiedy znajomi twierdzą, że się nudzą. Jak to? Przecież tyle jest jeszcze do zrobienia, do przeczytania, obejrzenia, odwiedzenia! Zdarza się, że mam wolny wieczór, siadam przy komputerze, a zaraz okazuje się, że zegar wskazuje godzinę pierwszą. Zupełnie jakby ktoś naumyślnie, pod moją nieuwagę, zakradał mi się do pokoju i ręcznie przesuwał wskazówkę. Ale nie, cyfrowy zegar na ekranie laptopa twierdzi to samo. A tutaj nikt nic nie majstrował, to bym przecież zauważyła. 
Dlatego odkrywam sobie stopniowo. Jeden poeta, drugi, jakiś zespół indie, film, piosenkarz, prozaik, kabareciarz, pianista. 

Ostatnio na pulpicie pojawił się Stanisław Barańczak. Wcześniej kojarzyłam go przede wszystkim jako brata Małgorzaty Musierowicz, lecz im bardziej go poznaję, tym bardziej dostrzegam jego wybitną i wszechstronną postać: pisarz, poeta, tłumacz, po prostu literat i humanista o ogromnym talencie i równie wielkim poczuciu humoru. Twórca w pewnym sensie tragiczny, którego przez lata ciążył ustrój polityczny, a obecnie przewlekła choroba. 

Dzisiaj wiersz z tomiku Dziennik Poranny (1972): 

Gdzie się zbudziłem

Gdzie się zbudziłem? gdzie jestem? gdzie jest
strona prawa, gdzie lewa? gdzie góra a gdzie
dół? spokojnie; spokojnie: to jest moje ciało, 
leżące na wznak, to ręka, w której zwykle
trzymam widelec, a tą drugą chwytam
nóż lub wyciągam ją na przywitanie; 
pode mną prześcieradło, materac, podłoga,
nade mną kołdra i sufit; po lewej
ręce ściana, przedpokój, drzwi, butelka z mlekiem
stojąca już pod drzwiami, bo po prawej widzę
okno, a za nim świt; pode mną
przepaść pięter, piwnica, a w niej hermetycznie
zamknięte słoje z kompotem na zimę; 
nade mną inne piętra, strych z bielizną
na sznurach, dach, telewizyjne
anteny; dalej, po lewej, ulica
wiodąca na zachodnie przedmieścia, za nimi
pola, szosy, granice, rzeki i przypływy
oceanu; po prawej, już w szarych zaciekach 
świtu, inne ulice, pola, szosy, rzeki,
granice, mroźne stepy, lodowate lasy; 
pode mną fundamenty, ziemia, otchłań ognia,
nade mną chmury, wiatr, blednący księżyc, 
ledwie widoczne gwiazdy, tak;
                                              odnaleziony,
przymyka jeszcze oczy, z głową w miejscu
krzyżowania się wszystkich pionów i poziomów,
przybity do tych wszystkich naraz krzyży
miarowymi ćwiekami dudniącego serca. 

musiała być gruba impreza... ;) 


hipsterskie oblicze S.Barańczaka, w tle Poznań 



Zainteresowanych odsyłam do stosunkowo aktualnego wywiadu (rok 2005): 

zdjęcie: wyborcza.pl 

poniedziałek, 4 czerwca 2012

roller coaster

Miało być inaczej. Planowałam założyć bloga, pichcić, czytać książki, podróżować i dzielić się moimi wrażeniami poprzez wrzucane co kilka dni posty. Rzeczywistość jest jednak okrutna- pichcić nie bardzo potrafię, na książki nie ma czasu, na jeżdżenie po świecie- pieniędzy. A do tego teraz ta okropna sesja. 

Kiedyś pewnie do niej zatęsknię. Będę powtarzać sobie w myśli, że wcale nie było tak źle, że te czasy mogłyby wrócić. Póki co nie potrafię zmusić się do nauki, a doba stała się jeszcze krótsza, chociaż według kalendarza dzień się wydłużył. 

Moje życie przypomina obecnie roller coaster: 

Na szczęście tęczowy Enstein wie, co mówi, dlatego jest dla mnie jeszcze nadzieja podczas egzaminów :) 

Kajam się za długą nieobecność i obiecuję- w miarę zdobywanych zaliczeń- bywać częściej tutaj oraz na Waszych blogach! 


fot: soup.io (kolejny zabijacz czasu, ale za to jaki przyjemny!) 

piątek, 4 maja 2012

Homo librum #7

Długi weekend majowy powoli sobie mija, a ja- zamiast nadrobić liczne zaległości- byczę się na słońcu, zajadam się kiełbasami z grilla i oglądam filmy (czyli w pewnym sensie nadrabiam zaległości, tyle, że nie te, które planowałam). Ale grzechem byłoby marnować tak piękną pogodę! 
Mimo ogarniającego lenistwa próbowałam zrobić trochę porządków w domu. Podczas ścierania kurzu natknęłam się na "Muminki"- mam cały cykl, niektóre części podniszczone, inne nowsze, o lśniącej okładce. Aż mi się ciepło na sercu zrobiło, kiedy zaczęłam je przeglądać. Pamiętam magiczny świat, jaki potrafiła stworzyć Tove Jansson, kreację literacką podkreślając ilustracjami swojego autorstwa. Ta zielona kraina pełna rozmaitych stworzonek, choć z pozoru idylliczna, w rzeczywistości pełna była tajemnic i zamieszkiwana przez skomplikowane psychologicznie postacie. Z jednej strony czytało się o ozdobionych muszelkami grządkach kwiatowych Mamy Muminka, struganiu łódek z kory oraz tradycyjnych naleśnikach zabieranych jako przekąskę na wyprawy do lasu. Z drugiej- lada chwila mogła pojawić się Buka i sterroryzować okolicę, zamrażając wszystko, co mijała.

Co ciekawe, Muminki nadal w pewien sposób są obecne w moim życiu. W rozmowach z koleżankami pojawia się imię Włóczykija jako pierwszej ekranowej miłości („bo taki niezależny i tajemniczy, a do tego pali fajkę i muzykuje”); wraz ze znajomymi wielokrotnie próbowaliśmy rozgryźć, dlaczego Mama Muminka nie rozstaje się z torebką („co ona w niej trzyma?!”), a już fenomenu Buki i roli jaką odegrała w moim pokoleniu nie da się opisać. Przez lata poszukująca towarzystwa, paradoksalnie na własnym facebookowym profilu doczekała się ponad 300 tysięcy znajomych. Z drugiej strony niedawno w rozmowie z koleżanką wyszło na jaw, że ona nigdy nie czytała prozy Jansson, i całkiem nie rozumiała fascynacji tym cyklem. Myślę sobie, że
jeśli ktoś za młodu nie trafił do Doliny Muminków, tego w dorosłym życiu nie ujmie raczej historia pyzatych trolli; ale kto już wkroczył do ich świata, nigdy go nie opuści. 

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

niedziela, 22 kwietnia 2012

Homo librum #6: Tolkien

Lekko przyblakłe zdjęcie przedstawia starszego, postawnego pana w marynarce z fajką w zębach, można by rzec, typowego profesora brytyjskiego uniwersytetu. Temu panu jednak- prócz spraw związanych z wykładami, pracami egzaminacyjnymi i obowiązkami rodzinnymi- coś jeszcze chodziło po głowie. Uważał, że jego wymysły nie zainteresują nikogo poza wąskim krągiem krewnych i znajomych; szczęśliwie dla nas zdecydował się wydać swe prace. JRR Tolkien 3 stycznia skończyłby 120 lat. Przyszły filolog już od dzieciństwa tworzył własne języki, po matce przejął zamiłowanie do ozdobnych czcionek i eksperymentowania ze stylem pisma. W miarę dorastania rozwijały się jego zainteresowania literaturą, językoznawstwem, mitologią nordycką, językami: zwłaszcza staroangielskim, walijskim i łaciną. Może z powodu wczesnego osierocenia, a może w wyniku narodzin w południowej Afryce i późniejszym przybyciu do Anglii- odczuwał Tolkien pewien brak zakorzenienia. Ukochał angielską ziemię i zapragnął stworzyć dla niej coś, czego nie odnalazł w swoich licznych podróżach w literaturę i kulturę staroangielską- rodzaj mitologii.
Zaczęło się od wierszy i opowiadań, które, po wprowadzeniu rozmaitych zmian, ostatecznie utworzyły Silmarillion. Tolkien nigdy nie miał wrażenia wymyślania Śródziemia, miejsca akcji wszystkich jego dzieł- twierdził, że on jedynie "odkrywa" coś, co istnieje. Podobnie było z nazwami miejsc, imionami bohaterów, z ich losami. Któregoś dnia, podczas poprawiania pracy studenta, napisał na kawałku papieru zdanie: "W małej norce mieszkał sobie pewien hobbit". Tak narodziła się historia o Bilbo Bagginsie, adresowana właściwie do dzieci, ale znajdująca fanów również wśród starszych czytelników. Dzięki Hobbitowi Tolkien nawiązał współpracę z wydawnictwem Stanley&Unwin, które jakiś czas później wydały również, prócz kilku mniejszych utworów, najważniejsze tolkienowskie dzieło: Władcę Pierścieni.
Po raz pierwszy "spotkałam" Tolkiena pod koniec podstawówki, kiedy koleżanka pożyczyła mi Hobbita. W gimnazjum omawialiśmy Drużynę Pierścienia (pierwszy tom Władcy), wtedy też do kin wchodziła pierwsza część trylogii Jacksona, a hobbity tłumnie zalewały media; Frodo Baggins pojawiał się nawet na opakowaniach płatków śniadaniowych. Potem szał na Śródziemnie przygasł, w moim przypadku powrócił niedawno za sprawą audycji w Programie 2 Polskiego Radia. W wyniku tego przeczytałam:

JRR Tolkien: Hobbit, czyli Tam i z Powrotem (po raz drugi, a co!)
JRR Tolkien: Listy wybrane
Humphrey Carpenter: JRR Tolkien: Wizjoner i marzyciel 
JRR Tolkien: Pan Błysk







Najbardziej niespodziewanym odkryciem był chyba Pan Błysk (ang. Mr Bliss), a zwłaszcza pięknie wydana książka wydawnictwa Prószyński i S-ka zawierająca tekst po polsku oraz- równolegle- facsimile oryginalnej wersji pisanej ręką Tolkiena. Opowiadanie powstało bardzo szybko i miało na celu zabawienie tolkienowskiej latorośli, w czym ogromną rolę grają humorystyczne rysunki autorstwa samego pisarza. 





Resztę książek, zwłaszcza większe dzieła, zostawię na lato. Najlepiej na lato roku 2012, ale, patrząc na moją dlugą listę tomiszczy, które mam w planach przeczytać, nie mogę sobie tego obiecać. 

niedziela, 8 kwietnia 2012

W czas...

W CZAS ZMARTWYCHWSTANIA 


W czas zmartwychwstania Boża moc
Trafi na opór nagłych zdarzeń. 
Nie wszystko stanie się w tę noc
Według niebieskich wyobrażeń. 


Są takie gardła, których zew
Umilkł w mogile- bezpowrotnie. 
Jest taka krew- przelana krew, 
Której nie przelał nikt- dwukrotnie. 


Jest takie próchno, co już dość
Zaznało zgrozy w swym konaniu! 
Jest taka dumna w ziemi kość, 
Co się sprzeciwi- zmartwychwstaniu! 


I cóż, że surma w niebie gra, 
By nowym bytem- świat odurzyć? 
Nie każdy śmiech się zbudzić da! 
Nie każda łza się za powtórzyć! 

Bolesław Leśmian